opowieści niedokończone
Blog > Komentarze do wpisu
On(i)

I nie odszedł, by nie powrócić. Nie upadł, by nie wstawać i nie udowadniać, że potrafi. Nikt go nie dostrzeże, bo nie po to się wszedł w ciało, by wytykano go palcami. Swemu bratu młodszemu świadczył, że miłuje i nic go nie powstrzyma przed miłością. Nie mówił mądrości, by nie sądzono, że mądrość to narzędzie boskie i tylko przez boga do zdobycia możliwe. Nie mówił o bogu, by nie pętać cudzych myśli, wierzeń i wyobrażeń. Nie obchodziły go wojny, bieda, głód, problemy ludzi i jego samego. Nie płakał gdy działa mu się krzywda i nie oddał za nic życia. Pragnął jedynie żyć z tym co zwą jedynym i prawdziwym, ostatnim bastionem człowieczeństwa i powodem wielkości szczęścia. Pragnął żyć z jedyną niepodległą istotą, od której sam się uzależniał i która była jego płucami, by mógł oddychać; jego oczami, by widzieć mógł przeszkody dnia codziennego i by pomagała mu je przezwyciężać; jego uszami, by słyszał najwięcej to, czym oboje istnieli – sercem był, by móc życie jej podarować i by jej życie pochłonąć – w jednej duszy, dwóch ciałach; jednym świecie – wielu wymiarach, ale tylko jednym ważnym, jedynym prawdziwym i nienamacalnym zarazem, transcendentnym i prostym w swej istocie.

            Napisał pierwszy list, pierwszą opowieść i na tym się skończyło, więcej słów  nie trzeba, nie można – bo słowa, jak to słowa, są tylko przekaźnikiem, kodem, którego po pierwszym już nie potrzebują. Splątani w uścisku, w jednym owocu stworzenia obracając się wciąż do słońca – bo miłość nie polega na tym by ciągle patrzeć na siebie, lecz by zawsze patrzeć razem w tym samym kierunku.
niedziela, 11 listopada 2007, j.sparrow